Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matt damon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matt damon. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 sierpnia 2012

[SZYBKI KLAPS!] MARGARET


(Margaret)
Stany Zjednoczone, 2011, 150 min.
Reż. Kenneth Lonergan
Dystrybucja: Imperial-Cinepix

Margaret Kennetha Lonergana, film który teoretycznie gotowy był już w 2008 r., z czteroletnim poślizgiem w końcu trafia do kin. Powód opóźnienia? Montażowe przepychanki między studiem, producentem a reżyserem w kwestii wersji, jaka powinna wejść na ekrany (mecenasi żądali filmu poniżej dwóch i pół godziny, reżyser - mając na uwadze wewnętrzną spójność filmu - nie chciał zejść poniżej trzech). Nic po tym: dobre, uniwersalne kino upływu czasu się nie boi, a Margaret jest tego najlepszym przykładem. 

niedziela, 18 marca 2012

[SZYBKI KLAPS!] KUPILIŚMY ZOO



















(We Bought A Zoo)
USA, 2011, 124 min.
Reżyseria: Cameron Crowe
Dystrybucja: Imperial - Cinepix

Jeżeli myślicie, że polski plakat Kupiliśmy Zoo nachalnie naśladuje eststykę reklam komedii romantycznych, to wygląda na to, że mamy całkiem podobne skojarzenia. Nie oznacza to jednak, że także w w tym przypadku mamy do czynienia z kolejną po Sponsoringu, wprowadzającą w błąd kampanią - film Camerona Crowe (Elizabethtown, 2005) bezwstydnie romantycznym filmem po prostu jest.

piątek, 18 lutego 2011

PRAWDZIWE MĘSTWO

(True Grit)
USA, 2010, 110 min.
Producent: Scott Rudin, Ethan Coen, Joel Coen
Reżyseria: Ethan i Joel Coen
Scenariusz: Ethan i Joel Coen na podstawie powieści Charlesa Portisa
Zdjęcia: Roger Deakins
Muzyka: Carter Burwell
Montaż: Ethan i Joel Coen (jako Roderick Jaynes)
Scenograf: Jess Gonchor
Kostiumy: Mary Zophres
Występują: Jeff Bridges, Matt Damon, Hailee Steinfeld, Josh Brolin i inni
Dystrybucja: UIP

FADE IN: Jak co roku widmo zbliżającej się wielkimi krokami gali wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii Filmu i Wiedzy Filmowej odciska piętno na kinowym repertuarze. Najpierw pospiesznie wprowadzono na ekrany obsypane dwunastoma nominacjami Jak zostać królem Toma Hoopera – wizualnie szykowny, całkiem zabawny film, chociaż w swoim ideologicznym przesłaniu lekko uwsteczniający (brytyjski kandydat do tronu obdarza łaską proletariusza-logopedę, który pomaga mu przezwyciężyć problem z wymową, dzięki czemu lekarz z nizin ma szansę na społeczny awans, a przyszły król - zbratawszy się ze zwykłym człowiekiem - zyskuje wgląd w codzienne bolączki swoich podwładnych; nawet w XXI w. pojęcie klasowości w Wielkiej Brytanii nadal ma się całkiem dobrze). Teraz przyszła kolej na następnego w kolejce oscarowego pewniaka (10 nominacji), kolejną po wersji Henry'ego Hathawaya z 1969 r. adaptację powieści Prawdziwe męstwo Charlesa Portisa, tym razem dokonaną przez Joela i Ethana Coenów (Tajne przez poufne, 2008, Poważny człowiek, 2009).

piątek, 11 czerwca 2010

GREEN ZONE


(Green Zone)
USA/Wielka Brytania, 2010, 115 min.
Producent: Tim Bevan, Lloyd Levin, Eric Fellner
Reżyseria: Paul Greengrass
Scenariusz: Brian Helgeland na podstawie Imperial Life in the Emerald City: Inside Iraq’s Green Zone Rajiva Chandrasekarana
Zdjęcia: Barry Ackroyd
Muzyka: John Powell
Montaż: Christopher Rouse
Scenograf: Dominic Watkins
Występują: Matt Damon, Greg Kinnear, Amy Ryan, Brendan Gleeson, Khalid Abdalla, Yigal Naor i inni

FADE IN: Green Zone - eh, wygląda na to, że w końcu mamy wzorcowe polskie tłumaczenie anglojęzycznego tytułu…
Gratulacje, ktoś naprawdę odwalił kawał dobrej roboty.
Z ostatnich przykładów podobnie kreatywnej pracy naszych tłumaczy do gustu przypadła mi polska wersja tytułu filmu Paranormal activity, która to po naszemu brzmi… nie zgadniecie: Paranormal activity (!) Nie wiem, jacy to spece od języka wymyślają takie rzeczy (ani tym bardziej, kto płaci im za tak dobrze wykonaną pracę), ale naprawdę trudno znaleźć powody, dla których powyższe tytuły na polskich plakatach miałyby pozostać w wersji oryginalnej: ani nie mamy tutaj do czynienia z nazwami własnymi, ani oryginalne tytuły nie są na tyle popularne, żeby sam fakt osłuchania się z nimi miał widza zwabić do kin. Co więcej, żaden z wyżej wymienionych obrazów nie jest częścią jakiejś rozbudowanej franszyzy, która wymagałaby, żeby nazwa produktu w tytule filmu pozostała nietknięta w tłumaczeniu (jak to się robi w przypadku takich znaków towarowych jak np. Iron Man). Apeluję więc do zacnego grona naszych tłumaczy filmowych: jak już coś robicie, róbcie to dobrze, bo czasem brak poszanowania dla języka, jaki bije z waszych tłumaczeń, stawia pod znakiem zapytania wasze zdolności w posługiwaniu się naszą mową ojczystą. I nie, w żadnym wypadku nie uważam się za wybitnego jej użytkownika, kaleczę ją jak każdy pospolity zjadacz polskiego chleba, ale taka różnica między mną a wami, że mi nikt nie płaci za wzorcowe się nią posługiwanie. A skoro ja w kinie muszę wyłożyć pieniądze, to mam i prawo wymagać, żeby jakość usługi, za którą płacę, była warta jej ceny.