Stany Zjed., 2014, 149 min.
Reż. David Fincher
Dystrybucja: Imperial - CinePix
Z Davidem Fincherem mam taki trochę love-hate relationship: z jednej strony jest to reżyser, którego wizualnie wysmakowane teledyski i pierwsze pełne metraże w latach 90. chłonąłem jak gąbka (który nastolatek nie kocha Podziemnego kręgu?), z drugiej im dalej w las, tym sarakstyczny pesymizm jego filmów coraz bardziej był mi nie w smak. Przedostatni film Finchera, czysto formalna zabawa w postaci remake'u szwedzkiej Dziewczyny z tatuażem, zionął takim nihilizmem i odreżyserską wyższością nad widzem, że wręcz zdecydowałem się odpuścić sobie kolejny film Finchera. Jak powiedziałem, tak... nie zrobiłem, bo, sorry, ale okazji do zobaczenia drewnianego Bena Afflecka w filmie Finchera przepuścić po prostu nie mogłem.
