
(The Dark Knight Rises)
Stany Zjednoczone, 2012, 164 min.
Reż. Christopher Nolan
Dystrybucja: Warner Bros.
W ciągu ostatniego ćwierćwiecza niewielu reżyserów może pochwalić się tak oszałamiającą karierą, jak ta, na którą przez ostatnich kilkanaście lat zapracował sobie Christopher Nolan (Incepcja, 2010). Serią trafnych decyzji Brytyjczyk w ciągu zaledwie ośmiu lat przeszedł od offowych miniatur do kręcenia dla braci Warnerów nowej wersji jednej z najbardziej popularnych serii w całej historii wytwórni. Odważny Batman-początek (2005) autorstwa Nolana pokazał, że bezkompromisowy retusz na popkulturowej ikonie może przynieść sukces zarówno artystyczny, jak i finansowy, co jeszcze mocniej wybrzmiało trzy lata później przy okazji Mrocznego Rycerza - współczesnego moralitetu w kostiumie wakacyjnej rozrywki, który na całym świecie zdołał zarobić ponad miliard dolarów. Reżyser Memento (2000) z każdym nowym filmem udowadnia, że ma talent i oryginalne pomysły, ale wydarzenia związane z jego twórczością pokazują, że jednego mu brakuje - mianowicie szczęścia. Mroczny Rycerz oceniany był przez pryzmat śmierci aktora Heatha Ledgera, dzisiaj kontynuację tego filmu przyćmiewa tragedia z zeszłego piątku, kiedy to dwudziestoczteroletni fan granej przez niego postaci z zimną krwią zastrzelił 12 osób podczas nocnego pokazu na przedmieściach Denver. Poniższa krótka recenzja ostatniej części trylogii Nolana - choć świadoma fatum, jakie zdaje się ciążyć nad jego Mrocznym Rycerzem - postara się docenić film za jego faktyczną treść i formę, bez narzucania taryfy ulgowej ze względu na atmosferę żałoby, która otacza obraz od czasu tragicznych wydarzeń 20 lipca br.
